MOŻLIWOŚĆ CZWARTA



MOŻLIWOŚĆ CZWARTA Andrzejek rzuca Ankę, co tym bardziej uzasadnione, że ją tu pasowaliśmy na sprawczynię zła, niby Ewę niegdysiejsi smutni kaznodzieje. I on też tak zapewne uważa, ją i tylko ją obciążając winą za swe niespełnienie. Ale przecież już ją dawno porzucił, kiedy łączą ich tylko dzieci, mieszkanie, rachunki i czasem łoże, choć łożnica to rozległa — jej krańce w krzakach. A cóż zrobił, aby się porozumieli? A dzieci lekkomyślnie, choć raczej bez rozkoszy spłodzone? Chciałeś mieć, Andrzejku, gotowego i wedle swych nadziei i potrzeb ukształtowanego człowieka, byś go spokojnie konsumował po powrocie z pracy? Może kiedyś czasy takie nadejdą, że będziemy zamawiać bliźniego wedle aktualnego modelu z roczną gwarancją i bezpłatnym remontem. Ozy owa podstępna wiara, że człowiek bliski — a przecież osobny — przyjdzie do nas gotowy i uformowany niby model ze sklepu, niby ubranie, a my go przyjmiemy bez wysiłku na całe życie i na szczęście, nie jest z tej samej, co przedtem, zarazy? Z niej rodzi się zniszczenie.



MENU



ArrayMOŻLIWOŚĆ DRUGA
Powiedz prawdę
Zbudowaliśmy
Postscriptum
MOŻLIWOŚĆ CZWARTA
— Przyszedł do
— A nie truj
Kolega (No Panie
A POZA TYM padło
I nic nie mam
20 — Oblężenie
Człowiek zwany
Index
Lriświetny burmistrz
Był nieufny