Człowiek zwany



Człowiek zwany tu Andrzejkiem wyszedł iprzed szereg, w którym wszyscy z tak samo umorusaną gębą i z tą samą nadzieją w sercu; choć oczywiście rozmowa taka odbyła się w baraku lub nawet w gabinecie; może nawet w zacisznym gabinecie. Stanął przed szeregiem i już wiedział, jak mu tam było dobrze. — No to co dziś będziemy robić? — No to jak z forsą? — No to jak decydujesz? — No to dlaczego tak? —- No to taki i owaki! Pytania sypały się jak pociski, w każdym była złość i w każdym nadzieja. W każdym żądanie, w każdym inne. I odtąd człowiek zwany Andrzejkiem zaczął śnić o swoim dawnym miejscu w szeregu wśród takich samych twarzy, takich samych nadziei, tego samego narzekania. Tam był jego raj utracony, ale już było za późno. I odtąd wiedział, że nie wolno mu narzekać, pięknym czasie złotego wieku i złotej wolności tamtej Rzeczypospolitej wyrosły na skrupulatnie przestrzeganej restrykcji: wręcz statystycznej i biurokratycznej nawet — bo tylko kupiec gdański, obywatel tego największego miasta Polski, mógł być pośrednikiem w handlu zamorskim. Kupiec lub szlachcic z poza grodu pozbawiony był tego prawa i pod wszelkimi możliwymi groźbami nie wolno mu było wchodzić w handlowe kontakty z cudzoziemskim odbiorcą bez takiego tuczącego miasto wspólnictwa. Co więcej: ten właśnie najważniejszy przywilej nigdy nie został potwierdzony przez królów, ale Gdańsk strzegł go niby najświętszej relikwii; choć zyskał prawem kaduka. Stąd więc jasno wynika, że psu na budę nam dziś taki model i takie wzorce, skoro świat ku czemu innemu idzie: skoro wolność, swobodne przyzwolenie, poznanie samego siebie i upust instynktom (nawet wysłużone Ryby ustępują miejsca nowomodnemu Wodnikowi, co jest wprawdzie astrologiczną bajeczką, ale oczywiście, nie bez społecznego uzasadnienia).



MENU



ArrayMOŻLIWOŚĆ DRUGA
Powiedz prawdę
Zbudowaliśmy
Postscriptum
MOŻLIWOŚĆ CZWARTA
— Przyszedł do
— A nie truj
Kolega (No Panie
A POZA TYM padło
I nic nie mam
20 — Oblężenie
Człowiek zwany
Index
Lriświetny burmistrz
Był nieufny