Był nieufny
iii /.był nieufni i zbyt doświadczeni, aby marzyć. |.;/\ik jest za głośny i za śmierdzący, aby nazy- i v u mi marzenia. Ale jesteśmy dostatecznie dorośli ii.i nadziei, nawet jeśli nie starcza nam wiary. Bo do iini/iri trzeba dorosnąć, zgorzknieć, wyrosnąć z ma-i n Do diabła z marzeniami, nam potrzebny motor, Hapęd, .silny prąd, co poniesie. Marzenie to czekanie, na-i,n ja to walka. Nasz gorzki chleb, nasza hostia. Nasz napęd, nasze paliwo; nie mamy innego ponad to. Jeśli |K«f< ijmujesz czyn, to znaczy masz nadzieję; nie ma i:lc,fczego aktu nadziei jak budowa. A nawet wiary, choć z wiarą gorzej. To jest najpierWszy motor naszych dokonań, naszych spełnień; będziemy o nim milczeć, Iujdziemy o nim płakać, będziemy go bronić. Ale nie będziemy go nazywać. Tak będziemy żyć. Najważniejsza jest ta budowa, którą dopiero wzniesiemy; najważniejsza, jedynie ważna i znacząca jest ta książka, którą dopiero napiszę. Największa jest ta miłość, która dopiero przyjdzie. Jak żyć? Ano tak: dać się nieść temu mrocznemu potokowi, zaufać sile nurtu. Nie mamy innej drogi ponad tę. Tak żyjemy, porzucone bękarty nadziei ?— maltki lekkomyślnej.