20 — Oblężenie
20 — Oblężenie 305 była i odęta fałszywym, niedzisiejszym powietrzem. Tylko kto teraz wkroczy w tę czarną dziurę między zamierzeniem a spełnieniem, kto się poważy ją wypełnić i tam spłonąć? Trzeba jednak, byśmy i taką możliwość ocalenia wzięli w naszym modelu pod badawczą rozwagę. A więc śmierć była dużo wcześniej i jak już z wielu źródeł wiemy — nie wiadomo, czyja. Trzeba odwołać to krwawe widowisko, być może jeszcze poruszające czyjeś tam serca, lecz już niestety daremne dla umysłu. Spóźniliście się, nie (tylko ci — przypuszczeni do straszliwej tajemnicy — co im w dmu otwarcia chyłkiem pokazywano dobrze polakierowa-ne miejsce bez krwi i ułamków kości. Spóźniliście się nawet ci, którzy słyszeliście krzyk i którzy biegliście na daremny ratunek. Cóż po krzyku i ostrzeżeniu, kiedy najgorsze przychodzi w ciszy, w czterech ścianach, wśród bliskich; wśród najbliższych? Nie znamy dnia ani godziny, choć dawno mamy to za sobą; nie wiemy, czyjeśmy ofiary, pewno swoje, choć dobrze pamiętamy, komu wymyślać i w kim zaszczepić dalej ten sam jad. Ilu z was — biegnących — przekroczyło tę granicę? Iluż z was wcześniej płakało w samotności? ODWOŁUJEMY WIĘC SMIERC TRAGICZNĄ W TRAKCIE LAKIEROWANIA — na nic ona w naszym modelu; choć z pozoru zbliża do prawdy, prowadzi do śmieciowiska żalu. Nie każda ulica dobra, w którą nas wiedzie serce. Odwołujemy nie dlatego, że tak chciał Dyrektor — choć jego racja jakby słu-szniejsza po naszym badaniu — lecz dlatego, że SKĄDINĄD ZAGŁADA. Stamtąd przychodzi Thana-tos, stamtąd krótki bieg myśli i zaniechanie uczynków, choć kogo innego zwykliśmy przeklinać. Jeślibyś ty spadł na miażdżące rolki, to tylko przypadek.