— A nie truj
— A nie truj pan dupy! 1OSTSCRIPTUM III: — Dostał order, bo przycisnął, kogo trzeba, i Wielka 1 ludowa wszystkie dostawy miała zapewnione. Ale za to parę innych budów, którym los nie przydzielił takich priorytetów, daremnie czekało swoich przesyłek, a łopaty wrastały tam w ziemię. Więc nie wiem, co się jemu należy naprawdę? — A może nie jemu? może to mieć znaczenie dla naszych serc. Jeśli ma, tym lepiej dla autora, ale gorzej dla jasności wywodu. Jeśli nie ma, to wywód trafia w próżnię czystego rozumu, a Wtedy książka niniejsza psu na budę, i to chłodną. A więc: PRZECIEŻ POWINNO BYC INACZEJ! A jeśli tak, to co powinno być? Jakie są inne możliwości? MOŻLIWOŚĆ PIERWSZA Andrzejek, powodowany narastającą złością i zdenerwowaniem, atakuje Zastępcę, bo ten przecież ze swoimi ludźmi to Nowe Urządzenie wymyślił, gdzie brygadę starego Alojza skierowano. Może go oklina, może pisze donos, może dochodzi do rękoczynów; w każdym razie narasta ten wór paskudztwa, co go żadna awantura nie przetnie, najwyżej trochę złego powietrza upuści, ale żalu i tak więcej. Przecież w dobrej intencji Andrzejek przeciw niemu występuje, bo Zastępca — z Andrzejkowego okienka patrząc — ogranicza się do genialnych koncepcji, roboty nie pilnuje, żre się ze swoimi, a przez to zmarnowano Nowe Urządzenie w czasie tak gorącym. Ale przecież są oni obaj ludźmi z jednej gliny i jednego niepokoju, bo tylko ten — wspoinożony nadzieją — prowadzi do naprawy. Ale skądże obaj mają to wiedzieć o sobie — potencjalni przyjaciele i sojusznicy — skoro żyją w innych sferach i w innych korytach ich potoki, na odmiennych orbitach gwiazdy? Tymczasem więc następuje starcie bez celu i sensu, powodowane paralaksą patrzenia z punktów tak odmiennych. Słuchy, pogłoski, gadanina też mają tu swój udział. A to prowadzi do zniszczenia.