Jedna siła,...
Jedna siła, a nawet jeden płacz. Znów opowiadamy za głośno, znów piękniejemy za szybko. Jeden płacz, jeden rechot. Wiemy za dużo, aby opowiadać cokolwiek. Przecięto Wstęgę, odprawiono rytuał przemówień i orderów. Dla nas, za nas to świeckie nabożeństwo. Koniec roboty — nie ma hełmów, nie ma dyrektorów, nie ma rozkazów, nie ma potu. Jest duma. Wszyscy są stąd, nikt nie jest stamtąd. Przynajmniej teraz. Rozsiądźmy się w przydziałowych samochodach, których i tak nie starczy dla wszystkich. Ale nie o tym będziemy teraz mówić. Odświętnie ubrani, godni, przy orderach. Opowiemy, wypiękniejemy, przetrwamy. Chociaż smar i żrący piach w pęknięciach skóry. I lakier. Trudno go izmyć. Lakieru tak wiele i tak szybko, że lakier osiada nawet na sercach, zatyka usta. Ozy udało się wam Uniknąć tej strasznej zarazy?